00:03
Jak skłonić tysiące ludzi, żeby poddały się dobrowolnemu badaniu, w którym policja pobierze od nich DNA? I to w sytuacji, gdy ci ludzie są przekonani, że to zupełnie niepotrzebne.
00:15
Śledczy postanowili wykorzystać rozwiązanie, które sprawiło, że ludzie poczuli, że nie tylko mogą, ale wręcz powinni wziąć sprawę w swoje ręce. No i tak to zadziałało.
00:28
Laboratorium Zbrodni Nauka w służbie kryminalistyki.
00:33
Podcast twórców Crazy Nauki we współpracy z Polskim Radiem.
00:38
Dzień dobry, tu Ola Stanisławska i Piotrek Stanisławski.
00:41
Witamy Państwa w kolejnym odcinku Laboratorium Zbrodni. No więc oczywiście będą zbrodnie, będą śledztwa, tajemnice, ale przede wszystkim będzie nauka, dzięki której udaje się namierzyć sprawców. Ten podcast tworzymy razem z Polskim Radiem. Zresztą tak samo jak i naszą serię Sekcja teorii spiskowych. Ona wróciła właśnie w wakacyjnej odsłonie. No i oczywiście zapraszamy Państwa do naszego własnego podcastu, czyli Crazy Nauka.
01:05
I oczywiście dziękujemy za Państwa komentarze, prosimy o więcej. No i cóż, to dzięki Państwu nasz podcast w ogóle istnieje. A my kontynuujemy rozpoczętą w poprzednim odcinku historię i tym razem ją zakończymy opowieść o zabójstwie szesnastolatki. Rozwiązanie tej tajemnicy wymagało nie tylko zastosowania klasycznych metod śledczych, ale też uporania się z uprzedzeniami i wątpliwościami całej społeczności.
01:34
Tu jak zwykle ważna uwaga, bo mówimy o prawdziwych zdarzeniach i w tym odcinku pojawiają się informacje o brutalnym morderstwie i o gwałcie. Jeżeli więc słuchają nas osoby wrażliwe, zmagające się ze stanami lękowymi lub mające za sobą traumatyczne doświadczenia, to te treści mogą być dla nich nieodpowiednie.
01:52
Jeżeli więc ktoś czuje, że te tematy mogą mieć na niego negatywny wpływ, to zachęcamy do wybrania innego podcastu albo odsłuchania tego materiału w momencie, kiedy będą Państwo na to gotowi.
02:03
Dbajmy o swoje zdrowie psychiczne.
02:09
A zanim ruszymy dalej, przypomnijmy w kilku zdaniach, co wydarzyło się w pierwszej części. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja 1999 roku 16-letnia Marianna Vastra wracała rowerem z imprezy w Kollum do domu w sąsiedniej fryzyjskiej wsi, ale nigdy tam nie dojechała. Następnego ranka jej ciało znaleziono na łące przy ścieżce rowerowej.
02:36
Marianna została zgwałcona, uduszona własnym biustonoszem, a sprawca trzykrotnym pociągnięciem noża poderżnął jej gardło. Na ciele i ubraniu zostało 13 śladów biologicznych, prawdopodobnie pochodzących od sprawcy, z których odczytano pełny profil DNA. Naocznych świadków nie było.
02:54
A niespełna kilometr od miejsca zbrodni działał ośrodek dla osób ubiegających się o azyl i to na nim niemal od pierwszego dnia skupiła się uwaga okolicy. Sposób zabójstwa, czyli podrżnięte trzykroć gardło. Miejscowa społeczność uznała za niezachodni, a tym samym cóż, obciążający kogo? Cudzoziemców.
03:16
Kolejnych podejrzanych z ośrodka wykluczało jednak badanie DNA, a napięcie w okolicy rosło. W październiku 1999 roku w Column doszło do zamieszek, a publicysta Pim Fortein napisał, że podrżnięcie gardła to coś, czego fryzyjczyk nie robi.
03:34
Tymczasem analiza śladów nieuchronnie prowadziła do innego wniosku. Na zlecenie prokuratury genetyk Peter de Kneif zbadał chromosom Y wyizolowany ze śladów biologicznych pozostawionych przez sprawcę i ustalił, że jego ojcowska linia wywodzi się najpewniej z zachodniej lub środkowej Europy, a nie z grup, na które wskazywali mieszkańcy. Mówiąc wprost, ludzie powinni szukać winnego na miejscu, wśród swoich.
04:04
Tyle, że sprawcy nie było w żadnej bazie policyjnej, kolejne pobrania próbek od miejscowych nie dawały wyniku, a prawo z 1994 roku nie pozwalało na bardziej rozbudowane analizy oparte na DNA. Za zmianą tego prawa optował m.in. dziennikarz Peter de Vres, który domagał się przebadania całej okolicy. Wytoczył nawet państwu proces, domagając się zmian w przepisach, jednak przegrał go w 2000 roku.
04:32
Po latach prac zespołów śledczych pozostała jedna metoda poszukiwania sprawcy. Wykorzystanie danych o osobach, które mogły być z nim spokrewnione. Jednak aby legalnie przeprowadzić taką procedurę trzeba było zmodyfikować holenderskie prawo. I udało się tego dokonać 1 kwietnia 2012 roku, prawie 13 lat po śmierci Marian. I tu zaczyna się druga część tej historii.
04:59
Ponieważ przygotowania do wprowadzenia tego nowego prawa trwały dość długo, to Holenderski Instytut Kryminalistyczny, w skrócie NFI, był na nie przygotowany do tego stopnia, że gdy tylko weszły w życie, ruszył do pracy dosłownie już następnego dnia.
05:15
Nowa ustawa dopuszczała badanie pokrewieństwa DNA w dwóch trybach. Pierwszy to skanowanie krajowej bazy skazanych w poszukiwaniu krewnych sprawcy. Drugi to masowe, dobrowolne pobieranie próbek od mieszkańców okolicy, w której doszło do zdarzenia. Śledczy zdecydowali się rozpocząć od pierwszej metody. Była po prostu znacznie szybsza, prostsza, no i tańsza.
05:39
Krajowa Baza DNA liczyła wtedy ponad 142 tysiące profili osób wcześniej skazanych. Algorytm wskazał tam 121 mężczyzn o podwyższonym prawdopodobieństwie pokrewieństwa ze sprawcą. Problem w tym, że żaden z nich nie był spokrewniony wystarczająco blisko, żeby go uznać za ojca syna czy brata mordercy.
06:01
Przypomnijmy skąd to ograniczenie. DNA autosomalne, czyli pochodzące ze wszystkich chromosomów pozapłciowymi, tasuje się w każdym pokoleniu, więc tą metodą można wychwycić tylko najbliższych krewnych. Dalsze pokrewieństwa się w niej zwykle rozmywają.
06:19
Dlatego właśnie zespół sięgnął po chromosom Y. Ten, jak wiemy, przekazywany jest po linii ojcowskiej niemal bez zmian, więc pozwala na wskazywanie także dalszych krewnych w linii męskiej. Z bazy wybrano 802 mężczyzn i u każdego z nich zbadano profil Y-STR.
06:37
Wybrano ich według trzech kryteriów, to znaczy byli wśród nich ci należący do tej grupy 121 wybranych w poprzednim etapie. Dalej, mężczyźni mieszkający w 1999 roku w okolicy miejsca zbrodni oraz tacy, którzy nosili nazwiska charakterystyczne dla tego regionu, a rzadkie wreszcie Holandii. Ten ostatni wybór może się wydawać zaskakujący, ale jeszcze do niego wrócimy.
07:05
Profilowanie YSTR tych 802 mężczyzn, no cóż, nie dało jednak żadnego dopasowania. Wniosek był jednoznaczny, no i niewygodny. W całej policyjnej bazie nie było ani bliskiego, ani dalekiego krewnego sprawcy w linii męskiej. Pozostała więc ostatnia z dostępnych dróg. Ta sama, o którą ponad dekadę wcześniej dopominał się Peter de Vres i którą wtedy odrzucono. Dobrowolne, masowe badanie DNA mężczyzn z tej okolicy.
07:39
Taka metoda wymaga zaangażowania potężnych sił i środków, no a o jej powodzeniu decyduje tak naprawdę liczba osób, które zgodzą się wziąć w takim badaniu udział. No oczywiście najlepiej i najprościej byłoby, żeby sprawca po prostu znalazł się wśród badanych osób, no ale badanie musi pozostać dobrowolne, no a ów człowiek nie po to ukrywał się przez kilkanaście lat, żeby teraz dobrowolnie oddać ślinę, wiedząc, że niemal na pewno go to pogrąży.
08:07
Liczono więc na to, że wśród badanych znajdą się jego krewni w linii męskiej, a ci naprowadzą śledczych na jego ślad. Ale żeby tak się stało, tych krewnych trzeba najpierw do badania ściągnąć. Jeśli przyjdzie połowa wezwanych, szansa, że akurat wśród nich znajdzie się ta właściwa rodzina, gwałtownie spada. Im wyższa frekwencja, tym większe szanse powodzenia tego całego przedsięwzięcia.
08:34
No i tu pojawiał się problem. Wyjaśnialiśmy, że w 1999 roku, ale też znacznie później, spora część okolicy wciąż była przekonana, że sprawcą jest ktoś z ośrodka dla azylantów, a policja po prostu się z nimi cacka i nie potrafi znaleźć winnego. No ale skoro tak, to po co miejscowy mężczyzna miałby oddawać swoje DNA służące poszukiwaniu kogoś stąd? Żeby ludzie masowo przyszli, trzeba było najpierw zmienić to przekonanie.
09:05
Zajął się tym prokurator prowadzący sprawę, Hank Maus. Jego pomysł polegał na tym, żeby do sprawy włączyć kogoś, kto w Holandii jest wystarczająco wiarygodny i postrzegany jak autorytet. Padło, no tak, na Petera de Vresa, tego samego dziennikarza, który ponad dekadę wcześniej przegrał proces o dopuszczenie masowego badania.
09:27
W maju 2012 roku, jeszcze zanim ruszyła akcja zbierania próbek, dziennikarz poświęcił sprawie obszerny fragment w swoim programie telewizyjnym i rozprawiał się tam z fałszywymi teoriami, które przez te lata narosły wokół zabójstwa, w tym z tą najbardziej uporczywą dotyczącą azylantów. Chodziło o to, żeby zanim śledczy roześlał do mieszkańców informację z zaproszeniem do badania, w miejscowej społeczności pojawiło się nowe przekonanie, czyli że sprawca jest wśród nas, to jest problem, no ale to właśnie my możemy pomóc ten problem rozwiązać i go znaleźć.
10:07
I tak we wrześniu 2012 roku ruszyła wreszcie akcja, na którą czekano kilkanaście lat. W 11 punktach na terenie Fryzji rozpoczęto pobieranie wymazów z policzka zgłaszających się osób. Zaproszenie skierowano do mężczyzn, którzy w 1999 roku mieszkali w promieniu 5 kilometrów od miejsca zbrodni, no i mieli wówczas od 16 do 60 lat. Kto chciał, mógł zgłosić się sam, nawet jeśli zaproszenia nie dostał.
10:37
Zaproszono 7600 mężczyzn, przyszło około 6600, czyli mniej więcej 87%. Jak na badanie, w którym udział jest całkowicie dobrowolny, to było bardzo dużo, co pokazuje, że strategia Mausa i Dewresa po prostu zadziałała.
10:56
Śledczy stanęli przed wyborem, jaką metodą badać te tysiące próbek. Klasyczne podejście to profil autosomalny, czyli ten, który identyfikuje konkretną osobę. Gdyby sprawca zgłosił się osobiście, taki test wskazałby go od razu, ale nikt specjalnie na to nie liczył. Dodatkowo wykonanie tysięcy badań autosomalnego DNA byłoby droższe i bardziej ingerowałoby w prywatność zgłaszających się osób.
11:26
Dlatego zespół razem z NFI podjął decyzję kluczową dla całej sprawy. Zamiast profilu autosomalnego w pierwszym kroku postanowiono zbadać chromosom Y. Powód był logiczny, gdyby wśród tych 6600 badanych znalazł się choćby jeden krewny sprawcy w linii męskiej, choćby daleki, Jego profil Y byłby taki sam, no albo bardzo zbliżony do profilu ze śladu. No i to by wystarczyło, żeby złapać trop prowadzący do rodziny mordercy.
11:56
Ponieważ badanie chromosomu Y powinno przynieść więcej wyników, to zdecydowano, że drugim krokiem będzie przeprowadzenie badań profilu autosomalnego w grupie ludzi, którzy zostaliby wytypowani w pierwszym przebiegu.
12:12
Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni. I tak, już po przebadaniu pierwszych 81 próbek pojawiły się aż dwa dopasowania. Dwaj mężczyźni mieli profil chromosomu Y, identyczny z tym odczytanym ze śladu. Test autosomalny szybko wykazał, że żaden z nich nie jest sprawcą, no ale ich profil Y wskazywał, że obaj należą do tej samej linii ojcowskiej co morderca.
12:38
To odkrycie miało zasadnicze znaczenie, choć przecież obaj byli niewinni. Po pierwsze, trafiono wreszcie na trop. Po drugie, ten konkretny profil Y był wyjątkowo rzadki. Nie występował w żadnej z wielkich baz referencyjnych na świecie, ani w wielkiej międzynarodowej bazie haplotypów, ani w mniejszej roboczej bazie dostępnej w Holandii.
13:02
No a mimo to trafił się dwukrotnie już wśród pierwszej grupy tych 81 przebadanych. No trudno mocniejszy sygnał, że rodzina sprawcy po mieczu faktycznie mieszka gdzieś tu w promieniu tych kilku kilometrów. Dokładnie zresztą tak jak zakładano rozsyłając zaproszenia. No i dokładnie tak jak od lat sądzili śledczy, choć wcześniej nie mogli tego udowodnić.
13:26
Całe to poszukiwanie sprawcy poprzez jego krewnych opierało się na konkretnym narzędziu. Holenderski Instytut Kryminalistyczny korzystał z oprogramowania o nazwie Bonaparte, opracowanego specjalnie dla niego przez naukowców z Radboud University w Neymachen.
13:44
Ten program oblicza prawdopodobieństwo pokrewieństwa między profilami DNA, dopasowując je do drzew rodzinnych metodami statystyki bajesowskiej, czyli takim sposobem liczenia, w którym zaczyna się od jakiegoś wstępnego oszacowania, a potem uściśla się je z każdą nową informacją. Czyli program nie rozstrzyga z góry, czy dwie osoby są ze sobą spokrewnione, pyta ostrożniej. O ile bardziej prawdopodobny jest dokładnie taki układ wspólnego DNA, jeśli faktycznie łączy je pokrewieństwo, niż gdyby to samo podobieństwo wyszło za sprawą czystego przypadku.
14:22
Każda kolejna zgodność w DNA przechyla szalę w stronę to są krewni. Każda różnica w stronę to jednak przypadek. W efekcie widać jak mocno i w którą stronę ta szala się przechyliła.
14:36
Działa to podobnie do myślenia doświadczonego śledczego. Na początku ma on ogólne pojęcie, nawet coś na kształt przeczucia dotyczącego tego, co i jak się wydarzyło. Z czasem każdy kolejny fakt i dowód sprawiają, że któraś wersja zdarzeń Zyskuje albo traci na prawdopodobieństwie. Rachunek bajesowski robi to samo, tylko ściśle i operując na liczbach. No i potrafi złożyć w jedną ocenę wiele takich drobnych przesłanek na raz.
15:09
W tym wypadku radzi sobie przy tym z rzeczami, które w prawdziwych rodzinach zdarzają się zawsze. Z drobnymi mutacjami w DNA, z lukami w drzewie genealogicznym, gdzie na przykład brakuje informacji o kimś albo gdzie takie pokremieństwo nie jest całkowicie pewne.
15:25
Pierwotnie program Bonaparte... Powstał do zupełnie innego zadania, do identyfikacji ofiar katastrof masowych, kiedy stan ciał nie pozwala na prostą identyfikację i trzeba uzyskać ją wykorzystując DNA krewnych. Bonaparte posłużył m.in. do identyfikacji ofiar katastrofy lotniczej w Trypolisie w 2010 roku, i do rozpoznania ciał ludzi, którzy zginęli w samolocie MH17 zestrzelonym nad wschodnią Ukrainą w 2014 roku rakietą z rosyjskiej wyrzutni Bug.
16:01
Sprawa Marian Vatstry była pierwszym w historii przypadkiem, kiedy użyto go w śledztwie kryminalnym.
16:09
Mając tak obiecujące wstępne wyniki, śledczy skupili się na genealogii dwóch mężczyzn, których DNA dało pozytywne dopasowania. I tu wyszła rzecz ciekawa. Obaj nosili różne nazwiska, ale mieli wspólnego przodka po mieczu, który żył w czasach, kiedy w Holandii nie wprowadzono jeszcze obowiązku posiadania nazwisk.
16:30
I tu jeszcze ciekawostka, bo ten program nosił nazwę Bonaparte, a o tym, że dwaj spokrewnieni ze sobą mężczyźni nosili różne nazwiska, Zdecydował inny Bonaparte, Napoleon. To on dekretem z 1811 roku zmusił mieszkańców podbitej Holandii do przyjęcia stałych, dziedzicznych nazwisk.
16:54
Wcześniej, zwłaszcza na fryzyjskiej wsi, nazwisko w naszym rozumieniu często po prostu w ogóle nie istniało. Ludzie posługiwali się patronimikami, czyli określeniami tworzonymi od imienia ojca. No i śladem w języku polskim są nazwiska takie jak nasze. Stanisławski to nic innego jak syn Stanisława. W Rosji z kolei mamy odczystwo, czyli na przykład Michaił Afanasiewicz-Buchakow to nikt inny jak syn Afanasija.
17:22
We Fryzji syn Dołwego był Dołwesem. Jego syn brał kolejne miano od własnego imienia i tak dalej, więc ten element zmieniał się z pokolenia na pokolenie. Kiedy w 1811 roku trzeba było wreszcie wybrać jedno nazwisko na stałe? to różne gałęzie tej samej rodziny mogły, cóż, wybrać różne. A skoro chromosom Y i nazwisko dziedziczą się tak samo po mieczu, to właśnie w epoce Napoleona ich wspólna droga się rozeszła.
17:54
Dwaj mężczyźni dzielili chromosom Y sprzed ponad dwóch wieków, ale nazwiska mieli różne.
18:01
I to odkrycie pozwoliło śledzić na dalsze zawężenie poszukiwań. Zamiast badać wszystkich, skupili się na próbkach pochodzących od mężczyzn noszących te dwa konkretne nazwiska, no bo to najpewniej wśród nich krył się sprawca albo jego bliska rodzina. Dzięki temu tysiące zebranych próbek nigdy nie musiało zostać nawet przeanalizowanych i to ważne nie tylko dlatego, że oszczędziło czas i pieniądze, ale też dlatego, że ochroniło prywatność tysięcy mężczyzn, których DNA po prostu w ogóle nie musiało być odczytywane.
18:34
Został jeszcze jeden problem. Otóż profil Y łączy całą linię ojcowską, więc dopasowanie wskazywało rodzinę, ale nie mówiło jak blisko sprawcy jest dana osoba. Żeby to rozstrzygnąć sięgnięto po dodatkowe markery. 13 z nich to tak zwane szybko mutujące markery Y, które zmieniają się na tyle często, że zaczynają różnicować nawet bliskich krewnych po mieczu. Analizę części z nich zlecono ośrodkowi w belgijskim Lowen.
19:06
Im więcej takich markerów zbadano, tym ciaśniej zaciskała się pętla wokół najbliższej rodziny mordercy.
19:14
I tu śledczy zostali kompletnie zaskoczeni. Jeden z mężczyzn, który dobrowolnie oddał próbkę śliny, pasował do śladu nie tylko chromosomem Y, ale też profilem autosomalnym. No a to oznaczało tylko jedno. Człowiek, który sam przyszedł na badanie, nie był krewnym mordercy, był mordercą. Słuchacz podcastu Laboratorium Zbrodni
19:37
Nazywał się Jasper Steringa. W chwili zatrzymania miał 45 lat i całe życie spędził w Audvaude, wsi oddalonej o 2,5 kilometra od miejsca, w którym znaleziono ciało Marian. Wraz z ojcem prowadzili gospodarstwo, gdzie hodowali krowy mleczne. Miał żonę i dwoje dzieci. Nigdy wcześniej nie wszedł w konflikt z prawem, a w okolicy uchodził za najzwyklejszego, niczym niewyróżniającego się rolnika.
20:08
Sterlinga dobrowolnie oddał ślinę w masowym badaniu. Zrobił to 11 października 2012 roku, ostatniego dnia pobierania próbek i to w innej lokalizacji niż ta, do której dostał zaproszenie. Do badania zgłosili się także jego ojciec i 21-letni syn.
20:26
W tej okolicy drogi ludzi przecinały się często. Siostrzenice Marian Wactry chodziły na te same zajęcia gimnastyczne co dzieci w Steringi. Po aresztowaniu mężczyzny ojciec zamordowanej Bałkę Wastra przyznał, że osobiście podejrzanego nie znał, ale jego rodzina dobrze wiedziała kim ten człowiek jest.
20:46
Do zatrzymania doszło wieczorem, 18 listopada 2012 roku. Steringa na pytania policji nie odpowiadał. Przełom przyszedł przy pierwszym spotkaniu z obrońcą. Adwokat opowiedział potem, że w ciągu 10 minut od chwili, gdy się zobaczyli, jego klient przyznał się do winy. To publiczne wyznanie adwokatów wzbudziło zresztą zastrzeżenia w środowisku prawniczym, no bo dotykało tajemnicy adwokackiej. Formalne przyznanie się przed policją nastąpiło nieco później, 6 grudnia 2012 roku.
21:18
Tymczasem sprawa wyszła na światło dzienne, gdy rankiem 19 listopada na zajutrz po zatrzymaniu Peter de Vres jako pierwszy ogłosił w mediach społecznościowych, że doszło do stuprocentowego dopasowania DNA i nazwał to ogromnym kamieniem milowym. Dodał, że ta sprawa od dawna była dla niego kluczowa.
21:41
Proces ruszył 28 marca 2013 roku przed Sądem Okręgowym Nord-Nederland w Leuwarden. W przepełnionej sali Jasper Steringa opisał noc 30 kwietnia na 1 maja 1999 roku.
21:59
Zeznał, że tamtej nocy wsiadł na rower. Robił tak często po wieczornym udoju, żeby jak to ujął, przewietrzyć głowę i poukładać sobie sprawę. Jechał ścieżką rowerową przy Jeltingalan w Buitenpost. Kiedy z naprzeciwka nadjechała rowerem nieznana mu młoda kobieta. Była to Marian. W chwili, kiedy ją zobaczył, przez głowę przebiegła mu myśl, która jak twierdził, Wzięła się z niczego. Jesteś moja.
22:29
Chciał uprawiać z nią seks. Zawrócił i pojechał za nią.
22:33
Marian jechała szybko, w pewnym momencie ją dogonił, złapał, wyhamował i ściągnął z roweru. Trzymał ją za tył płaszcza. Próbowała się wyrwać, a kiedy zasłonił jej dłonią usta, ugryzła go w palec. Wtedy wyjął scyzoryk, rozłożył go i przyłożył do jej gardła. Oba rowery wrzucił do przydrożnego rowu, żeby nie zwracały niczyjej uwagi. Potem, grożąc nożem, zaprowadził ją na pobliskie pole. Za kępą drzew zgwałcił ją.
23:02
O tym, co poczuł zaraz potem, powiedział przed sądem tak. Po seksie odurzenie minęło. Wtedy oprzytomniałem. Dopadła mnie panika. Zacząłem uświadamiać sobie, co robię. Pomyślałem o rodzinie, o tym, że to się wyda i co za sobą pociągnie. To wszystko naraz przeze mnie przeszło.
23:23
Sam mord Sterlinga przedstawił jako czyn popełniony w panicy, kiedy dotarły do niego konsekwencje, ale sąd nie uwierzył w taką interpretację. Zwrócił uwagę na sekwencję czynności. Sterlinga najpierw obrócił Marianę na brzuch i dusił ją jej własnym biustonoszem. Kiedy usłyszał, że wciąż oddycha, uniósł jej głowę i trzema pociągnięciami noża poderżnął gardło.
23:46
Z tego następstwa zdarzeń sąd wyprowadził wniosek o działaniu z premedytacją. Uznał, że między podjęciem zamiaru a jego wykonaniem nie było wyjątkowo krótkiego odstępu, bo Sterlinga wykonał całą serię czynności, które musiały zająć trochę czasu. Od ściągnięcia Marian z roweru i ukrycia obu rowerów, Po przeprowadzenie jej przez pole. W trakcie tego wszystkiego miał czas na refleksję i wycofanie się, zwłaszcza w chwili, gdy po duszeniu usłyszał, że ofiara wciąż oddycha, a więc mimo wszystko żyje, a jednak świadomie poderżnął jej gardło.
24:25
Nagłego, gwałtownego uniesienia sąd również nie uznał za wiarygodne, bo sam Sterlinga zeznał, że po orgazmie otrzeźwiał i zdał sobie sprawę z ryzyka wykrycia. Więc nie dało się tu też dowieść strachu przed działaniami Marianne, bo mężczyzna miał nad nią całkowitą przewagę fizyczną.
24:42
Były też elementy oskarżenia, których sąd nie uznał za udowodnione. Nie przyjął, że doszło do gwałtu analnego, jak wskazywała prokuratura, czemu Sterlinga zresztą konsekwentnie zaprzeczał. Za niewystarczająco wykazaną uznał również wersję, jakoby związał ofierze ręce biustonoszem.
25:02
Słuchacz podcastu Laboratorium Zbrodni. Oczywiście nie da się dokładnie odtworzyć całego przebiegu tej nocy, której została zamordowana Marian Wastra. Próbując ustalić co się działo i zrozumieć motywację oskarżonego, sąd oparł się nie tylko na zeznaniach samego Sterlingi, ale też na opiniach specjalistów, w tym psychologa, który ustalił, że Sterlinga od dłuższego czasu żył w zaburzonej relacji seksualnej z żoną. Kiedy zobaczył Marianne i przeszła mu przez głowę tamta myśl, liczyło się już tylko to, żeby uprawiać z nią seks.
25:35
Badającym powiedział, przełączyłem jakiś przełącznik i wyłączyłem sumienie.
25:41
Jako możliwą przyczynę wskazywał gniew, między innymi ten związany z odrzuceniem przez żonę. Badanie psychologiczne po części to potwierdzało. Wynikało z niego, że Staringa słabo integruje tłumione negatywne emocje i że przy ich narastaniu potrafią one nagle przełamać kontrolę i doprowadzić do agresywnego wyładowania.
26:03
Opinia psychologa była dla obrony i dla oskarżonego bardzo niekorzystna. Uznał, że w chwili popełnienia czynu Sterlinga był w stanie rozpoznać jego znaczenie oraz pokierować swoim postępowaniem. Czyn był motywowany przede wszystkim pożądaniem, a sprawca działał celowo, żeby je zaspokoić. Nie było mowy o zaburzeniu, ani o ograniczeniu zdolności oceny sytuacji. Sterlinga został więc uznany za w pełni poczytalnego. No i na rozprawie ujawniono też mniej znany fragment jego życia.
26:34
Przyznał, że pożycie z żoną go nie satysfakcjonowało i że mniej więcej trzy razy w roku jeździł do oddalonego o około 35 km Kroningen, by skorzystać z usług pracownic seksualnych. Czasami pokonywał tę trasę nocą rowerem, co zajmowało mu jakoś półtorej godziny w jedną stronę. Szukał tam tego, czego nie znajdował w domu, przede wszystkim seksu oralnego, tego samego, do którego zmusił Marian, grożąc jej nożem.
27:03
Podczas procesu analizowano też fakt, że przez 13 lat mężczyzna ukrywał swój czyn. Jasper Steringa powiedział przed sądem, że wielokrotnie rozważał pójście na policję, ale nigdy tego nie zrobił, obawiając się tego, co stanie się z jego rodziną.
27:20
Sąd zaznaczył, że nikt nie ma obowiązku przyczyniać się do własnego skazania, a więc samo milczenie nie może być dodatkowym czynnikiem obciążającym przy wydawaniu wyroku. Z drugiej strony wskazał też na to, że mężczyzna przez ponad 13 lat wiódł spokojne życie rolnika, męża i ojca, podczas gdy rodzina Marianne narażona była na trudne do wyobrażenia cierpienie, które pozostanie z nimi na zawsze.
27:44
Nie wiemy na pewno, dlaczego właściwie Sterlinga sam zgłosił się na badanie DNA, które ostatecznie go pogrążyło. Genetyk Manfred Kaiser, autor pracy omawiającej aspekty naukowe śledztwa, stawia hipotezę, że mogło to być skutkiem nagłośnienia samej metody badawczej. Skoro powtarzano, że badanie chromosomu Y pozwoli dotrzeć skutecznie do sprawcy, mężczyzna mógł uznać, że dalsze ukrywanie jest bezcelowe oraz że skoro jego rodzina zgłosiła się na badania, to podejrzane będzie, jeśli on sam tego nie zrobi.
28:20
Co do samego dopasowania DNA nie było żadnych wątpliwości. Sąd ustalił, że prawdopodobieństwo, by profil steeringi zgadzał się z profilem sprawcy przez czysty przypadek jest znikome. Oszacowano je mniej więcej na 1 do 1500 miliardów miliardów. Dla pewności już po zatrzymaniu oczywiście pobrano od niego drugą próbkę, która potwierdziła ten wynik.
28:45
19 czerwca 2013 roku Sąd Okręgowy Nord-Nederland skazał Jaspera Sterlinge na 18 lat pozbawienia wolności. Prokuratura żądała 20 lat. Sterlinga nie złożył apelacji. Wyrok się uprawomocnił.
29:01
Sześć lat po zatrzymaniu steeringi w 2018 roku w Stanach Zjednoczonych zidentyfikowano wreszcie Golden State Killera sprawcę kilkunastu zabójstw i kilkudziesięciu gwałtów z lat 70. i 80. Opowiadaliśmy o tym szczegółowo w jednym z wcześniejszych odcinków Laboratorium Zbrodni. Zabójcą okazał się były policjant Joseph James D'Angelo. I choć tam również dotarto do sprawcy poprzez jego krewnych, no to mechanizm był już inny i dla wielu bardziej niepokojący.
29:33
W Holandii to śledczy zbudowali bazę od zera przekonując tysiące mieszkańców, żeby dobrowolnie oddali próbkę DNA. W Stanach sięgnięto do baz genealogicznych, które już istniały. Miliony ludzi na własną rękę wysłały swoje DNA do komercyjnych serwisów genealogicznych po to, żeby poznać swoich przodków albo odnaleźć dalszą rodzinę. Śledczy wgrali profil sprawcy do jednego z takich serwisów i trafili na jego dalekich krewnych. Ci ludzie nie mieli pojęcia, że ich genealogiczne hobby posłuży kiedyś do wskazania mordercy należącego, bądź co bądź, do ich rodziny.
30:12
W takiej sytuacji pytanie o zachowanie prywatności nabiera jeszcze większego znaczenia.
30:18
Można by pomyśleć, że przyznanie się sprawcy i prawomocny wyrok zamknął ostatecznie sprawę. Stało się jednak inaczej. Narodził się wątek, który dla wielu może być zaskoczeniem. Teoria spiskowa zbudowana wokół zjawiska dysonansu poznawczego. Mówiliśmy o nim w pierwszym odcinku, więc tylko krótkie przypomnienie. To jest zderzenie naszych przekonań czy wiary z rzeczywistością. Kiedy dostajemy dowody, fakty, które zaprzeczają temu, co uważamy, jesteśmy skłonni odrzucić bardziej niż zmienić swoje przekonania.
30:54
Doskonałym przykładem tego stały się opowieści, jakie zaczęli głosić dwaj Holendrzy, Wim Dankbar i Micha Kat. Ich główna teza, prawdziwym sprawcą był azylant Ali Hussein Hassan, co władze celowo ukryły. Natomiast Steringa to kozioł ofiarny, wybrany ze względu na to, że mieszkał blisko, a jego DNA miało rzekomo zostać podmienione podczas śledztwa.
31:20
O tyle, że tezy te nie miały żadnego oparcia w dowodach. Ali Hussein Hassan został z tej sprawy wykluczony i to dwukrotnie. Jak opowiadaliśmy w poprzednim odcinku, był jednym z pierwszych podejrzanych już w 1999 roku.
31:36
Ale jego DNA nie pasowało do śladów. Jednak kiedy po latach zaczęto podważać tamto ustalenie, to holenderska prokuratura przeprowadziła w 2011 roku osobne, wewnętrzne dochodzenie, którym kierował inny prokurator. Sprawdzono ponownie całą historię azylanta, zweryfikowano DNA i odciski palców. Wniosek mężczyzna zatrzymany w Stambule to ten sam, który opuścił ośrodek w nocbrodni, a jego DNA nadal nie pasuje do śladów pozostawionych przez sprawcę.
32:09
Jednocześnie istnieje dopasowanie śladów biologicznych do profilu Sterlingi, gdzie prawdopodobieństwo pomyłki jest ekstremalnie niskie.
32:17
To jednak nie powstrzymało Wima Dangbara. W 2014 roku wydał książkę opartą na liczącym około 40 stron w fragmencie dziennika Majke Terpstry, matki Marian, który trafił do niego przez jej znajomą. Rodzina wytoczyła mu proces, który zakończył się zasądzeniem od Dangbara, łącznie około pół miliona euro i nakazem zniszczenia nakładu książki. W 2016 roku Dangbar trafił na trzy miesiące do więzienia za nierespektowanie wcześniejszych zakazów.
32:51
Drugi z głośicieli teorii spiskowej Micha Katt to znany w Holandii wyznawca rozmaitych kompletnie bzdurnych historii. Awanturnik, przestępca wielokrotnie karany za groźby, zniesławienia, prześladowanie osób i wandalizm. No więc dlaczego ta teoria wciąż trwa mimo przyznania się sprawcy no i twardego dowodu z DNA? Powody są przede wszystkim społeczne i socjologiczne. Ten spór z przełomu wieków dotyczący azylantów w Holandii wciąż jest żywym problemem, który budzi ogromne emocje.
33:26
Dodatkowo dla wielu ludzi zastosowanie DNA w kryminalistyce pozostaje obszarem takim nieintuicyjnym, który odbiera się może wręcz nawet jako jakiś rodzaj magii, a już na pewno coś, co daje się łatwo sfałszować. Dochodzi do tego mocna wśród wyznawców teorii spiskowych nieufność wobec państwa. Zresztą wiele o tym mówimy w naszym podcaście sekcja teorii spiskowych. Polecamy.
33:50
Warto dodać, że okolica, w której to wszystko się wydarzyło, do dziś nie zaznała spokoju. Wciąż organizowane są spacery śladami ostatniej trasy Marian, a wypuszczony w 2024 roku serial oparty na tej historii, na którego produkcję rodzina nigdy nie wyraziła zgody, na nowo rozdrapał stare rany.
34:11
Peter de Vres, dziennikarz, który tak znacząco przyczynił się do rozwiązania sprawy, 6 lipca 2021 roku został postrzelony w centrum Amsterdamu kilka kroków od studia telewizyjnego, z którego właśnie wyszedł. Zmarł kilka dni później. Za jego zabójstwo skazano czterech mężczyzn, w tym trzech Polaków. Ta zbrodnia nie miała jednak związku ze sprawą Wadstry. Została zlecona przez środowiska zorganizowanej przestępczości.
34:40
Bałkę Wadstra, ojciec Marian, przez 13 lat walczył o wyjaśnienie zabójstwa jego córki. Zmarł w marcu 2024 roku w wieku 85 lat na raka płuc. Pochowano go obok Marianne.
34:55
Pim Fortein, populistyczny polityk i publicysta, który popierał podejrzenia wobec azylantów jako tę rozsądną myśl, nie dożył rozwiązania sprawy. 6 maja 2002 roku został zastrzelony przez aktywistę walczącego o prawa zwierząt. Stało się to przed wyborami parlamentarnymi, w których partia Forteina spodziewała się osiągnięcia dużego sukcesu.
35:21
Jasper Sterlinga odsiedział 2 trzecie kary, czyli 12 lat. 16 listopada 2024 roku wyszedł na wolność warunkowo. Obowiązuje go zakaz kontaktu z rodziną Vatstrów i zakaz przebywania na północy Holandii. Naruszenie któregokolwiek z nich oznaczać będzie powrót do celi i pozostałe 6 lat odsiadki.
35:44
18 lat taki wyrok może się wydawać karą niską, zwłaszcza w zestawieniu z wyrokami zapadającymi w innych krajach. No a już to zwolnienie po 12 latach może budzić dodatkowe zdziwienie. No więc warto wiedzieć skąd się ta liczba wzięła. Sam sąd wyłożył to jasno w uzasadnieniu wyroku. Napisał, że z punktu widzenia odwetowego aspektu wyroku Każda kara za ten czyn jest zbyt niska, ale w państwie prawa odwet ma swoje granice.
36:14
Wskazał też holenderskie punkty odniesienia. Za samo morderstwo orzekało się wtedy średnio od 14 do 15 lat, za gwałt średnio 2 lata. Karę zwiększały okoliczności obciążające, obezwładnienie ofiary na drodze, grożenie jej nożem, związanie, rozcięcie ubrania oraz to, że Marianę nagą i okaleczoną znaleźli jej bliscy.
36:37
Na korzyść z Teringi sąd uznał jedynie to, że mężczyzna wcześniej nie był karany. Prokuratura żądała 20 lat, obrona proponowała 15, sąd orzekł 18. Dla pełnego obrazu warto dodać, że w Holandii to zamorderstwo grozi dożywocie albo kara najwyżej 30 lat, a kar nie sumuje się jak to dzieje się w Stanach Zjednoczonych.
37:03
Przy tym w tamtym czasie większość skazanych zwalniano warunkowo po odbyciu dwóch trzecich kary.
37:10
Ta ciągnąca się latami sprawa zmieniła holenderskie prawo, ale też pokazała całą głębię skrywanych w tym kraju konfliktów, no i obaw, które do dziś są tam obecne.
37:21
Koniec tej historii. Na kolejny odcinek Laboratorium Zbrodni zapraszamy za tydzień. Jeśli mają Państwo jakieś uwagi, spostrzeżenia, czy chcą się Państwo podzielić z nami swoimi przemyśleniami, to zachęcamy oczywiście do komentowania odcinka. I to w różnych serwisach na Spotify, na Strowienie Polskiego Radia, w mediach społecznościowych, no i wszędzie tam, gdzie Państwo znajdują nasze podcasty, no i uczestniczą w mediach społecznościowych.
37:49
A teraz do usłyszenia.
38:05
To był podcast Polskiego Radia. Więcej naszych podcastów znajdziesz na polskieradio.pl i we wszystkich innych miejscach, gdzie słuchasz podcastów.